Strony

Top Menu

SZTUKA

DESIGN

Paweł i Gaweł w jednym stali domu... Anegdoty z Domu Literatów w Krakowie


Tuż po wojnie w kamienicy przy Krupniczej 22 w Krakowie zorganizowano tzw. Dom Literatów. Na wieść o pewnym schronieniu w niepewnych czasach, do domu zaczęli ściągać ludzie pióra z całej Polski. W niewielkich mieszkaniach tłoczyli się literaci wraz z rodzinami i nierzadko znajomymi, którzy akurat potrzebowali dachu nad głową. W takich warunkach nie mogło obejść się bez napięć. W anegdotach z Domu Literatów, przypominamy sylwetki znakomitych pisarzy i poetów.


Wspólna łazienka Gałczyńskich i Broszkiewiczów


Wobec ograniczonej przestrzeni, a tłumu chętnych do zamieszkania w domu przy Krupniczej 22, mieszkania trzeba było nieco przearanżować. I tak, Konstanty Ildefons Gałczyński, jego żona Natalia i córka Kira, musieli dzielić łazienkę z prozaikiem Jerzym Broszkiewiczem i jego żoną, Ewą. Wspólna łazienka okazywała się niezręcznym pomysłem, kiedy przychodziła kolej na kąpiele Gałczyńskiego. Pisarz miał bowiem nawyk, wybiegania z łazienki jeszcze mokrym i ledwo owiniętym ręcznikiem, aby zapisać strofy wiersza, które właśnie ułożył.


Jeszcze gorszym pomysłem okazało się wspólne zrobienie zapasów na kolację wigilijną. Gałczyńscy i Broszkiewiczowie zakupili na święta wspólną wódkę. W obliczu problemów z łazienką – zabrakło wody – pani Ewa (wtedy studentka medycyny) postanowiła, że umyje włosy właśnie trunkiem. Tym postępkiem spowodowała niemałą awanturę, bo legendy o wrzaskach wściekłego Gałczyńskiego krążą do dzisiaj.
 

Natalia i Konstanty Gałczyńscy

Zazdrosny Dygat

Do Krakowa razem przybywają dwa małżeństwa: Ewa i Stefan Otwinowscy oraz Maria i Kazimierz Brandysowie. Obie pary zamieszkały w Domu Literatów razem, co było im całkiem na rękę. Problem z zacieśniającą się przyjaźnią Otwinowskich i Brandysów miał jedynie Stanisław Dygat. Zazdrosny autor „Jeziora Bodeńskiego” pisał na drzwiach do ich mieszkania „Brandysowie na Zachód” (wzorując się na słynnym sloganie „Inżynierowie na Zachód”), a następnie udawał, że to sprawka Otwinowskich.



Kazimierz Brandys

Starcie światopoglądów – Polewka vs. Kisiel

Kamienica przy Krupniczej trzęsła się w posadach, gdy na schodach spotkali się sąsiedzi – Adam Polewka i Stefan Kisielewski. Publicysta „Tygodnika Powszechnego” i prawdziwy komunista, pisarz proletariacki niejednokrotnie wszczynali na schodach lub podwórku kłótnie, które kończyły się karczemną awanturą. Mimo to, dzieci obydwu panów były nierozłączne, Polewka niejednokrotnie ratował z tarapatów Kisiela. Kiedy znany z niewyparzonego języka Kisiel powiedział, że Stalin jest głupi, to właśnie Polewka ratował go przed sądem koleżeńskim. Powołując się na tłumaczenie publicysty, że pies na Boga szczekać może, Polewka dowodzi, że należy mu się przebaczenie, bo siebie porównał do psa, a Stalina do Boga.



Stefan Kisielewski

 Aspołeczny Mrożek

Jednak nie tylko Kisiel gra na nerwach Polewki. Kiedy pan Adam został prezesem oddziału Związków Literatów Polskich, postanowił zadbać o porządek w domu i złapać na gorącym uczynku autora prześmiewczych wierszyków wypisanych w toalecie. Strofy, które zdobią ubikację to np. „Tutaj każdy sobie siurka ze swojego Jalu Kurka” albo „Tu w spokoju co niedziela czytam felieton Kisiela”. Polewka czatuje pod drzwiami łazienki kilka godzin, aż wreszcie wybiera się na kontrolę ścian. Ku swojemu zdumieniu odkrywa nowy wierszyk, tym razem adresowany do niego: „Ej, Polewka, nie bądź Sławoj, pod wychodkiem nie wystawoj”. Pan prezes został przechytrzony przez krytyka literackiego, Ludwika Flaszena, który poświęcił się dla dowcipu i wszedł do ubikacji przez okno.


Sławomir Mrożek

Sławomir Mrożek napisał o Krupniczej, że literaci dostali wraz z domem piwnicę, która była bardzo dobrze zaopatrzona w trunki. Młody pisarz został zapamiętany przez współlokatorów jako „straszne dziwadło” – żeby przytoczyć słowa Kisiela. Całymi dniami siedzi i pracuje, nie wychodząc ze swojego pokoju. Według legend nawet na rozpalanie w piecu szkoda mu czasu, choć są tacy, którzy utrzymują, że pisarz nie wybiera się do piwnicy z obawy przed spotkaniem swojego sąsiada. Mrożek chowa się przed Stanisławem Czyczem, który mieszka za ścianą, bo ma obsesję, że ten chce pożyczyć od niego pieniądze.


 Pisarz opuszcza jednak Dom Literatów (a wkrótce i Polskę) już w 1960 roku. Przedtem jeszcze, obok trzepaka, pali swoje rękopisy i rysunki. Chudy i ubrany na czarno pisarz musi prezentować się dość niesamowicie wśród zwęglonych strzępków – po latach wyjaśnia Janowi Polewce (synowi Adama): „spaliłem swoją przeszłość”. Zapytany natomiast o to, dlaczego wyprowadził się z Krupniczej, Mrożek odpowiedział, że była tam grupa bardzo dobrze wychowanych dzieci, które kiedy je mijał po raz piąty danego dnia, po raz piąty mówiły mu dzień dobry i to było nie do zniesienia.


Mury niszczejącej dziś kamienicy kryją wiele wspomnień. W końcu przez ten dom przewinęło się aż 101 literatów: Wisława Szymborska, Julia Hartwig, Tadeusz Różewicz, Anna Świrszczyńska, Jerzy Andrzejewski, czy Leon Kruczkowski. Miejmy nadzieję, że niedługo uda się zrealizować plan przywrócenia „Domu 40 Wieszczów” literaturze i upamiętnić galerię osobowości, która dawniej zamieszkiwała te ściany.



Copyright © ACH TAK!. Designed by OddThemes & SEO Wordpress Themes 2018