Strony

Top Menu

SZTUKA

DESIGN

Manchester by the Sea - czy będzie dobrze?

"Manchester by the Sea" to film nominowany do Oscarów 2017  w sześciu kategoriach - najlepszy film, reżyseria, scenariusz oryginalny, aktor pierwszoplanowy (Casey Affleck), aktorka drugoplanowa (Michelle Williams) oraz aktor drugoplanowy (Lucas Hedges). Liczba nominacji nie dziwi, ponieważ to poruszający i znakomicie zrealizowany dramat. Ostatecznie zwyciężył w kategorii scenariusz oryginalny, a najlepszym aktorem okazał się Casey Affleck.





Casey Affleck wciela się w rolę Lee Chandlera, woźnego zatrudnionego w Bostonie. Po śmierci brata (Kyle Chandler) musi powrócić do rodzinnego Manchesteru w Nowej Anglii, by przejąć opiekę nad bratankiem (Lucas Hedges). Lee, kilka lat wcześniej uciekł z tej małej nadmorskiej miejscowości, próbując zostawić za sobą poprzednie życie. Choć fabuła wydaje się na pierwszy rzut oka „łzawa” widzowie nie będą zawiedzeni tą historią. Osobista tragedia jaką przeżył główny bohater i związana z tym trauma nie opuszcza Lee ani na chwilę. Tkwi w nim od początku aż do samego końca. Fabuła prowadzona jest dwutorowo, nielinearnie. Retrospekcje stopniowo odkrywają przed widzem to co najważniejsze - motywy działania, które pozwalają zrozumieć wiodącego samotne życie Lee. Sposób realizacji filmu sprawia, że ta historia bardziej przypomina zasłyszaną od sąsiadki na wskroś prawdziwą okrutną opowieść, niż hollywoodzki scenariusz filmu. Okaleczony psychicznie główny bohater nie jest w stanie poradzić sobie z poczuciem winy, gniewem i złością. Nie potrafi wziąć odpowiedzialności za drugiego człowieka, nawiązać z nikim więzi. Nawet z bratankiem z którym jak widzimy w pierwszych scenach filmu, był kiedyś mocno emocjonalnie związany. Nie wszystko kończy się dobrze. 



Przepracowywanie żałoby pojawiało się już w kinie setki razy, jednak niewiele jest dzieł, które ukazywałyby ten trudny proces w sposób tak kompletny, zgłębiając wszystkie stadia i formy, jakie przybiera. Każda postać "Manchester by the Sea" to osoba po przejściach, zmagająca się z problemami. Jednak pomocy i ukojenia szuka w zupełnie inny sposób. Silna wiara, próba ułożenia sobie normalnego życia, pogodzenie się z rzeczywistością, sprawianie wrażenia, że nic się nie stało lub emocjonalne odizolowanie się od świata. To opowieść o konsekwencjach tragedii rodzinnej i o tym, jak one wpływają nie tylko na tych bezpośrednio zainteresowanych, ale również i na ludzi z otoczenia. Scan wobec nikt nie pozostanie obojętny, to przypadkowe spotkanie Lee z jego byłą żoną. W tej roli Michelle Williams, która mimo, iż pojawiła się na ekranie przez jedyne 10 minut, sama mówi, że: "przygotowaniom poświęcała wiele godzin. To była moja obsesja, mój sen na jawie". Rzetelne podejście widać na ekranie, w każdej minucie, w której pojawia się Williams. 




 "Manchester by the Sea" to trzeci film Kennet'a Lonergan'a, reżysera "Możesz na mnie liczyć" i "Margaret". Dzieło Lonergana obciążone jest niezwykłym ładunkiem dramaturgicznym, ale reżyser tak jak umiejętnie tworzy napięcie tak w subtelny sposób potrafi szybko spuścić powietrze i rozładować atmosferę. Brak tutaj spektakularnych zdjęć, kolorów nadanych obrazom. Kadry utrzymane są w stylistyce bliższej realizmowi. Historia rozgrywa się w końcówce zimy i okresem, który nazywamy przedwiośniem. Świat jest wtedy zimny, ponury, depresyjny i zmęczony brakiem słońca. Taki też świat przedstawiony jest w "Manchester by the Sea". Muzyka idealnie pasuje do filmu. Największe wrażenie robi zestawienie nielinearnej narracji dotyczących najbardziej przejmujących wydarzeń z utworem pogrzebowym, który nie jest tak powszechnie znany jak np. "Marsz Pogrzebowy". Muzyka nie jest tak przejmująco smutna, monumentalna, lecz subtelna, a nawet, pokusiłabym się o stwierdzenie, dająca nadzieję. W efekcie otrzymujemy porywającą opowieść o sensie życia. Pełną dramatyzmu, ale bez stereotypowego, mechanicznego grania na emocjach. Bez klasycznego, schematycznego scenariusza, który nie potrafi nas zaskoczyć. Bez górnolotnych monologów czy moralizowania. Jest to kino niespieszne, ale finalnie dostarczające intensywnych przeżyć. Warto obejrzeć.


Copyright © ACH TAK!. Designed by OddThemes & SEO Wordpress Themes 2018