Strony

Top Menu

SZTUKA

DESIGN

Fotomedytacja, czyli o szlachetnych technikach fotografii

Pierwsze co przychodzi na myśl to kuwetki, ciemna łazienka i czerwona żarówka. Niby tak, ale nie. Ten rytuał zarezerwowany jest dla fotografii tradycyjnej, srebrowej. A tu wraca się do źródeł fotografii i do nielubianych lekcji chemii. Jest dwuchromian amonu, żelazicyjanek potasu, jodek srebra i inne cuda z tablicy Mendelejewa. 

Janusz Drobisz, kolodion


Kto wymyślił fotografię?

Wynalezienie fotografii zatrzęsło w posadach całym artystycznym światem. Bo jak to? Przychodzi taki Louis Jacques Daguerre i wymyśla, że chemicznymi i fizycznymi czarami utrwala obraz? Przecież to malarze mieli monopol na pokazywanie rzeczywistości w całej okazałości. No i jak to w ogóle możliwe, żeby malarz, bo Daguerre nim właśnie był, robił coś takiego drugiemu malarzowi? A to wszystko dlatego, że Daguerre łaknął wrażeń i wiedzy. Uczył się na architekta, w końcu został scenografem, a później zainteresował się malarstwem. Ale było mu mało. W końcu na swej drodze poznał fizyka i wynalazcę Jospeha Niepce’a. Niepce prowadził badania, jak utrwalić obraz bez pomocy pędzli, farb i płócien, i rzecz jasna szybciej. Pokrywał metalową płytkę przedziwnymi substancjami, wystawiał je na światło słoneczne i w końcu pokrywał rozpuszczalnikiem. I tak w 1827 roku powstało najstarsze znane dziś zdjęcie – widok z okna.

Nicéphore Niépce "Widok z okna w Le Gras" 1826 r., pierwsza udana trwała fotografia

Zabawy w chemika i fizyka tak spodobały się Daguerre’owi, że postanowił zająć się tym na stałe. Metoda opracowana przez Niepce’a była jednak niedoskonała. Płytkę trzeba było naświetlać aż 8 godzin. Kto by tyle czekał? Po czterech latach ścisłej współpracy z Daguerrem fizyk zmarł. Więc jego dzieło kontynuował jego wspólnik. Metodą prób i błędów pokrył metalową płytkę jodkiem srebra. Nie dość, że skróciło to czas naświetlania, to jeszcze rewolucyjna wręcz metoda zatrzęsła całym Paryżem. Ale oprócz dagerotypu we Francuskiej Akademii Nauk pojawił się Brytyjczyk William Fox Talbot. Tylko zamiast płytki miał papier, a właściwie negatyw. Kogo teraz uznać za wynalazcę fotografii? Niepce’a? Nie dokończył dzieła. Daguerre’a? Jego płytki nie można było powielić. A może jednak Talbot? Nie dość, że użył innych chemicznych związków niż Francuz, to jeszcze udało mu się stworzyć prawdziwy negatyw, z którego można było zrobić pozytywów ile dusza zapragnie. I tak, w całej tej historii to Brytyjczyk jest górą. Ale historia lubi być kapryśna. W 1839 roku Paryska Akademia Nauk ogłosiła Daguerre’a wynalazcą fotografii, a Francję kolebkę nowego procesu utrwalania rzeczywistości. I wtedy też padło słynne hasło, że malarstwo umarło.

Louis Jacques Daguerre "Boulevard du Temple", 1838 r., idealnie ostry dagerotyp

Światłoczułe malowanie

Pierwsze fotografie były idealnie ostre. Nie było mowy o żadnych rozmyciach, żadnej głębi ostrości. Idealny obraz. A przecież tak oko nie widzi. I tak powstały szlachetne techniki fotograficzne. Fotografowie podzieli się na dwa obozy – tych, którzy uważali, że fotografia to idealna rejestracja rzeczywistości, bo autor nie może w nią zaingerować. Drudzy z kolei chcieli jednak wynieść nową ciekawostkę do rangi sztuki. I to nie malarze, a chemicy i fizycy. Ingerowali zwykłą solą kuchenną, nakładali najrozmaitsze substancję – żelatynę, żelazicyjanek, chrom, wszystko co wpadło im w ręce. Przez przypadek zresztą powstała cyjanotypia. To niezwykła technika, w której wykorzystuje się sole żelaza, które barwią wszystko na niebiesko. Właściwie to na błękit pruski. Ale za to jak zjawiskowo wyglądał zielnik Anny Atkins, która zaczęła bawić się w botanikę w XIX wieku.  

Anna Atkins "Dictyota dichotoma" 1841-1843 r. Cyjanotyp z książki "British Algae: Cyanotype Impressions"


Unikatowe

Ale malarskich technik fotograficznych, gdzie autor ingeruje w obraz jest sporo. - Są nawet takie, o których istnieniu nie miałem pojęcia – mówi Janusz Drobisz, fotograf, który zajmuje się technikami szlachetnymi, a zdjęcia głównie wykonuje w technice gumowej. Czyli jednak kuwety, łazienka i czerwone światło? Wywoływanie zdjęć przy użyciu tej techniki wygląda tak: przygotowuje się żywicę drzewa akacji senegalskiej, czyli gumę arabską. Do tego dichromian potasu albo amonu. I pigment. Z gumą jest tak, że na fotografii mamy jeden kolor. Oczywiście można zaszaleć z tęczą, ale to zajmuje jeszcze więcej czasu, a każdy kolor trzeba nakładać osobno. Bierze się tę kartkę papieru, najlepiej do akwareli, żeby się papier w wodzie nie rozpadł. Nakłada się na nią materiał światłoczuły pędzlem albo gąbeczką. I uwaga! Papier musi schnąć z dala od źródeł promieniowania ultrafioletowego. Żadne słońce, żadne lampy UV. To później. Po 2-3 godzinach, gdy papier wyschnie, przygotowuje się negatyw w interesującym formacie. Co ciekawe żeby taki negatyw mieć nie trzeba go wcale wykonać aparatem analogowym. Ba! Bez problemu można zrobić negatyw cyfrówką. Kto co lubi i jak woli. Gdy papier jest suchy łączy się go z negatywem i wkłada do specjalnej ramki, żeby to razem sprasować. I wtedy dopiero wystawia się to na światło UV. Po wyjęciu z ramki wkłada się do kuwety z czystą wodą. Nienaświetlona guma i dichromian się wypłukują, a sprawca całego zamieszania ściąga nadmiar pędzlami, czy czym tylko chce.

Janusz Drobisz, cyjanotyp

Janusz Drobisz, guma


Dla niektórych ta technika wydaje się dość skomplikowana, dla Drobisza jest z kolei banalna. - Gdy byłem w szkole fotograficznej zainteresowałem się szlachetnymi technikami. Na początek poszła cyjanotypia, bo jest prosta i tania. Ale bez różnicy jakimi technikami działasz – obraz zawsze jest niewiadomą – mówi Drobisz. Zależy to od ilości substancji światłoczułych, od jakości pigmentów, od temperatury wody, od mocy lamp i słońca, od wilgotności powietrza. - I nie dość, że nigdy nie masz pewności co z tego wyjdzie to jeszcze trzeba podkreślić, że każda tak wywołana fotografia jest unikatem. Nie ma drugiej takiej samej, nie ma możliwości kopii. To oryginały – dodaje fotograf.  
 
Damian Ganszczyk "Bytom Bobrek", 2014 r., guma



Damian Ganszczyk "Zandka, ul. Krakusa", 2016 r., skand odbitki w technice gumy chromianowej


Fotomedytacja

Pewnie każdy może zająć się bawieniem w chemika, ale nie każdy się do tego nadaje. Powód? - Cierpliwość – wyjaśnia Drobisz. - Zanim nie trafiłem na Damiana Ganszczyka, który też zajmuje się technikami szlachetnymi, miałem swoją pracownię w piwnicy. Czasami trudno było mi pojąć, że zaczynałem o godzinie 22, a tu nagle na zegarze szósta rano. Ten proces trwa, ja się przy tym wyciszam, nie myślę o niczym innym. To jest jak medytacja – wyjaśnia. Na hop siup nic nie wyjdzie. Przy wywoływaniu musisz być obecny. To magiczny czas, gdzie z niczego tworzy się coś. I nie da się tego ani opisać słowami ani pokazać w internecie. A to trzeba pokazać na żywo, a jak trzeba to i dotknąć. - Zrobiłem takich fotografii sporo, a w mojej kolekcji jest ich zaledwie kilka. Rozdaję je znajomym, w końcu to unikaty – mówi.

Janusz Drobisz, guma na cyjanotypii

Janusz Drobisz, kolodion

Teraz Drobisz już nie siedzi w piwnicy. Razem z Ganszczykiem mają swoją pracownię w Zabrzu. Zaczynają rano. Najpierw kawa, a później do roboty. Towarzyszy im muzyka. Gdy papiery schną gadają co u kogo słychać, co się dzieje w polityce, a który z nich widział rewelacyjne zdjęcie, które nadawałoby się idealnie na wystawę. I tak któregoś razu Ganszczyk wpadł na pomysł wystawy. Najlepiej lokalnie, na Śląsku. Ale zamiast lokalnej wystawy razem zebrali artystów z całej Polski, a na wystawie pojawiło się kilkanaście nazwisk. Od morza do Tatr. A idąc za ciosem i sukcesem pierwszej wystawy Ganszczyk i Drobisz postanowili zrobić kolejną. W lutym „Piwnica” w Młodzieżowym Domu Kultury w Zabrzu stanie się centrum szlachetnej fotografii i nie tylko. - Na ścianach zawiśnie olej, cyjanotopia, guma, fotografia litowa, kolodion a także nieznana mi technika z użyciem żelatyny. Będą prace ze Śląska, z Warszawy, z okolic Lublina, Zielonej Góry, z Pomorza. Te prace nie nadają się do wsadzenia w ramkę ze szkłem. Trzeba je zobaczyć na żywo, fakturę papieru, pociągnięcia pędzla. Niektórzy nie pozwalają na dotykanie swoich prac, bo wiadomo niszczą się. Ja za to chętnie pozwolę dotknąć moich gum, bo też zawisną w Zabrzu – dodaje.

Damian Ganszczyk, KWK Dębieńsko w Czerwionce-Leszczynach, guma


Zespół ACHTAK.COM objął patronatem medialnym II Wystawę Fotografii w Technikach Dawnych i Alternatywnych. Wernisaż odbędzie się 10 lutego 2017 roku o godzinie 18.00 w Galerii „Piwnica” MDK nr 2 w Zabrzu. Dla tych, którzy zajmują się technikami szlachetnymi i chcieliby wystawić swoje prace w Zabrzu, wystarczy wysłać swoje zgłoszenie na adres info.wystawa.zabrze@gmail.com i na damgan85@gmail.com. Termin nadsyłania prac do 27 stycznia 2017 roku. 

Copyright © ACH TAK!. Designed by OddThemes & SEO Wordpress Themes 2018