Strony

Top Menu

SZTUKA

DESIGN

Wrażliwość a rzeź wołyńska cz. 1

Nie wiem czy chcę oglądać kolejny film Smarzowskiego – przerwał grobową ciszę mój znajomy. Odpaliliśmy papierosa i tak jak siwy dym rozpływał się w powietrzu, tak jego zdanie powietrze przecięło na pół. A przecież „Wołyń” to nie są tylko widły i polska krew na ukraińskiej ziemi. To byłoby za proste. „Wołyń” to coś więcej niż film o barbarzyństwie, czy jak niektórzy mówią ludobójstwie. To film o nacjonalizmie i o tym, jak ciężko jest być dobrym człowiekiem. A dobrym człowiekiem można być w każdych warunkach. I też na Wołyniu.

Kadr z filmu "Wołyń" (2016)



„Wołyniowi” Wojtka Smarzowskiego zarzuca się niezły worek pomyj. Przede wszystkim mówi się tylko o krwi. Znane są z lekcji historii metody banderowców, i na samą myśl o torturach włos jeży się na głowie. Dlaczego zatem Smarzowski nie miałby tych metod pokazać? I nie tyle pokazać, co faktycznie oddać jak najwierniej na ekranie. Że te widły, że ogień, że dzieci w sianie, że obdarte skóry, że tych obrazów nie da się oglądać. Doprawdy? Ale martwe dziecko, zaznaczmy: muzułmańskie, wyrzucone na brzeg można oglądać i udostępniać na portalach społecznościowych w masowych ilościach. Ba! Nawet kupować, bo wszystkie gazety świata miały je na swoich czołówkach. I niby ktoś westchnie nad losem 3-latka uciekającego przed wojną, nad kondycją Europy i świata, ale efekt jest jednak taki, że prawie nikogo to nie rusza. Dlaczego więc „Wołyń” tak mocno jest krytykowany za pokazywanie wprost, w naturalistyczny sposób, co się działo tego pamiętnego lata 1943 r.? 





Sama początkowo nie chciałam iść na ten film. Bo dostałam recenzje od znajomych, że zasłaniali oczy, że w fotelu nie mogli usiedzieć, że przez pół filmu trwali w jakimś niezidentyfikowanym paraliżu. - To nie jest tak, że patrzy się na ekran i co chwilę myślisz sobie „o k...a!”. Ta k...a jest z Tobą cały czas – tłumaczył mi znajomy. To mnie przestraszyło. Widziałam w życiu dwa horrory, a to dlatego, że zawsze wychodziłam z założenia, że generowanie w sobie strachu i podwyższanie obrazem adrenaliny jest bez sensu. Po wszystkich opiniach stwierdziłam jednak, że krew nie krew, Smarzowski to Smarzowski.

Faktem jest, że „Wołyń” to nie jest kino familijne. To kino dla świadomego widza. Zarzuca mu się pokazanie wszystkiego wprost. I bardzo dobrze. Przecież ludzka krew przelewana jest o każdej porze dnia i nocy, na każdej szerokości geograficznej i z takim samym okrucieństwem. Tylko że zamiast wideł i siekier używa się kul, pocisków, bomb i broni chemicznej. Nie walą się domy z drewna tylko z cegieł. Piękne, malownicze krainy, z urodziwymi dziewczętami i przystojnymi chłopcami obracają się w niebyt, dokładnie tak jak pokazał to Smarzowski. Przez setki lat w tej materii nic się nie zmieniło. Tym bardziej uczula to na cierpienie i krzywdę, jaką potrafi człowiek zrobić drugiemu człowiekowi, ale ten wątek jest niewidoczny w „Wołyniu” dla większości. Widoczne są za to kwestie struktury opowieści. Że nie nie da się utożsamić z żadnym z bohaterów, a już szczególnie z Zosią (Michalina Łabacz), która swoją postacią sprawia, że to film drogi. Innym zarzutem są sceny, które nie mogły się wydarzyć naprawdę (np. ta z końmi), ale z drugiej strony reżyserowi wolno wszystko. Wolno mu przez kilkadziesiąt minut w prosty sposób, bo na weselu, pokazać nastroje panujące przed wojną na Wołyniu, i wyciągnąć z biesiadników całą gamę nastrojów politycznych. A później wolno mu zostawić widzów z ambiwalentnym uczuciem co do roli Arkadiusz Jakubika. Bo nie wiadomo w zasadzie czy go lubić, skoro poślubił Zosię podstępem, bo ta się przecież zakochała w Ukraińcu, czy mu współczuć po przeżyciach na froncie. Smarzowskiemu wolno też zostawić widza z niedopowiedzeniem na samym końcu filmu, on przecież lubuje się w takich zabiegach i nikogo nie powinno to dziwić. Z kolei jedną z najmocniejszych scen, w której akurat nie ma trupów, są równolegle odbywające się modlitwy. Trzy kościoły, trzy światopoglądy i trzy tak odmienne spojrzenie na otaczającą rzeczywistość jest jak wiadro zimnej wody. I wtedy pojawia się pytanie: dlaczego?

"Wołyń" (2016), reż. Wojciech Smarzowski


Ci, do których „Wołyń” nie przemawia, ci, którzy widzą w nim tylko i wyłącznie okrucieństwo i ci, którzy zastanawiają się nad kolejnymi filmami Smarzowskiego, są chyba wyzbyci jakiejkolwiek wrażliwości właśnie. Bo jedno to zasłanianie oczu, a drugie to refleksja, dlaczego oczy się zasłania. Tak, „Wołyń” pokazuje wszystko wprost, a Smarzowski nie bawi się w żadne inne niedopowiedzenia niż rzeczony wcześniej koniec. To ma być zarzut. Ale czy ma jakiekolwiek poparcie, jeśli z seansu widzowie wychodzą w milczeniu, z zaschniętymi na policzkach łzami i nie chcą się do siebie odzywać? Nie ma żadnych radosnych uniesień, żadnego grymasu na twarzy. Jest cisza i zaduma. I to jest siła tego filmu. Bo to, co widz zobaczył na ekranie dzieje się w tym momencie gdzieś tam na świecie. To oczywiście banał, ale przestaje nim być, gdy jednak to, co na ekranie na wskroś przeszywa odbiorcę. Dochodzi jeszcze jedna kwestia – fanatyków. Krzysztof Varga w „Czardaszu z Mangalicą” pięknie wyjaśnił czym jest prawdziwy patriotyzm i miłość do ojczyzny, a czym zupełnie nie powinna być.

(...) niechaj jasne będzie, że Endre Ady to nie są jakieś zabawne rymowanki, to jest chyba najbardziej węgierski ze wszystkich węgierskich poetów (...), co wcale nie znaczy, że był to poeta nacjonalistyczny, zupełnie na odwrót. Nacjonalista w tym sensie, w jakim go dziś widzimy, nigdy nie pojmie istoty swego narodu, on się będzie wyłącznie masturbował swoją narodowością, a przyjemne to zajęcie, owszem, rozładowuje stresy, ale nie pobudza do głębszej refleksji. Masturbacja, także masturbacja narodowa zawsze będzie tylko namiastką miłości, ponieważ miłość, także do swojego narodu, aby była prawdziwa i głęboka, musi być jednak skomplikowana i trudna. (...) Ady, myślę, cierpiał na Węgry, zmagał się z nimi, przejmował się. Narodowiec się nie przejmuje, ponieważ traktuje swoją ojczyznę powierzchownie, a to znaczy, że traktuje źle.

Copyright © ACH TAK!. Designed by OddThemes & SEO Wordpress Themes 2018